sobota, 30 marca 2013
Psycholog #5
Na początek, chciałabym wam złożyć życzenia z okazji Świąt Wielkiej Nocy. Wesołego jajka, mokrego dyngusa i dobrego jedzenia. <3 Nie jestem dobra w składaniu życzeń. Może jeśli coś mi zaświta w głowie napiszę jakiegoś wielkanocnego one shota. Wczoraj zostałam poproszona o nową notkę no i dodaję. Dzisiaj trochę dramatycznie i dłużej niż zwykle.
~~~
Słońce, które już od dłuższego czasu świeciło na niebie, wpadało przez okno do sypialni tokijskiego mieszkania, jakby celowo chciało obudzić jego mieszkańców. Ptaki już od dawna ćwierkały, śpiewały. Zza oknem na jednej z bardziej ruchliwych jezdni w centrum, przejeżdżało właśnie tysiące aut, a w nich ludzie spieszący się na popołudniową zmianę do pracy.
Czerwonowłosy otworzył oczy. Ku swojemu zdziwieniu ujrzał nagi tors Kazuki’ego, a jego głowa właśnie na nim leżała. Oboje byli opatuleni śnieżnobiałą kołdrą i wygodnie leżeli na miękkim łóżku. Przełknął głośno ślinę i uniósł głowę. Długie kosmyki jego włosów przejechały po klatce piersiowej starszego, przyczyniając się do jego obudzenia. Psycholog otworzył oczy i ujrzał pochylającego się nad nim Die.
- Etto… - Młodszy nie wiedział co ma powiedzieć. Na jego twarzy malowało się zakłopotanie. Oboje byli bez koszulek, w samych bokserkach. W głowie układały mu się przeróżne scenariusze. Co takiego wydarzyło się tamtego wieczoru? Miał kompletną pustkę w głowie. Jedyne, co pamiętał, a nie chciał, to spotkanie Kyo, później już mu się tylko urwał film. – Etto… - Wydusił z siebie po raz kolejny.
Kazuki zaśmiał się przyjaźnie i uśmiechnął. Co go tak bawiło?
- To nie tak jak myślisz. – Był rozbawiony miną młodszego. Pierwszy raz go widział takiego… pozytywnie... zszokowanego? W oczach czerwonowłosego iskrzyły się malutkie iskierki radości, natomiast mimika twarzy wskazywała, iż jest on zaskoczony zaistniałą, lekko krępującą sytuacją. – Wczoraj, kiedy wróciliśmy, do domu położyłem się spać, podczas kiedy Ty emowałeś się w kącie, nie wiedząc, co zrobić z tyłkiem. Chyba w końcu się poddałeś i dołączyłeś do mnie, chociaż przyszykowałem materac tu, przy łóżku. – Pokazał mu język.
Daisuke umilkł. Myśli podpowiadały mu zupełnie coś innego. Miał wrażenie, że tę noc spędzili inaczej. Może wszystko jest winą tego cholernego snu, gdzie tak bardzo szczęśliwie przytulał Kazuki’ego i oboje się do siebie uśmiechali. Scena, jaką najbardziej zapamiętał ze snu to pocałunek. Siedzieli wtedy w parku, na ziemi i pocałowali się. A może… może to była rzeczywistość? W głowie miał mętlik, wszystko mu się zaczęło mieszać. Skoro obudził się w łóżku z psychologiem, to jednak ten pocałunek wcale nie był fikcją? Może to wydarzyło się właśnie wczoraj? Pragnął zadać to pytanie, ale… powtrzymał się. Jeszcze by wyszedł na jakiegoś idiotę, który nie wiadomo o czym śni. Z jego twarzy dało się wyczytać zdziwienie, zmieszane z szokiem.
Kazuki przyjrzał mu się i zachichotał cicho. Chyba doskonale wiedział, co krąży po głowie młodszego. W końcu dało to się wyczytać mimiki.
- Die, jesteś zabawny. – Szepnął. Pragnął przytulić czerwonowłosego, po raz kolejny. Tak strasznie chciał mu okazać czułość. Chciał być jego podporą. Wyobrażał sobie, jak młodszy jest w jego objęciach, jak całuje go w czoło i… NIE! Stop przecież to niemożliwe. Kazuki ma przeprowadzić z Die tą nieszczęsną terapię, a po zakończeniu swojej pracy zająć się kimś innym. Jednak oczy młodszego wbijały się w niego. Wyglądał strasznie uroczo. – Nie patrz się tak na mnie... – Powiedział Kazuki, dalej się uśmiechając.
- Kazuki… - Odezwał się niczym małe, zasmucone dziecko. – Czy my się całowaliśmy? – Wróciły mu wspomnienia. Wspomnienia, kiedy tak bardzo nie pamiętał pierwszego pocałunku z Kyo, a blondyn musiał mu wszystko przypominać. I po raz kolejny w jego myślach pojawiał się Kyo. Ten wredny, nieczuły, który już go nie kocha. Ten, który tak wiele razy go zranił... świadomie zranił. To było jak cios poniżej pasa. Bolesny i pozostanie na długo. Uraz na psychice? Też zawsze będzie. Bo ilekroć będzie działo się coś dobrego, czułego i miłego, on zawsze będzie przypominać sobie jakim wielkim uczuciem darzył go Kyo, po czym ten rzucił go w kąt. A może… może tak to powinno wyglądać? Może Kazuki też go rzuci w kąt po paru niewinnych zabawach w łóżku? Ale chwila! Jakich zabawach w łóżku! Przecież psycholog do niego nic nie czuje. Wykonuje tylko swoją pracę. A może to właśnie Kazuki jest osobą, która będzie w stanie zapełnić pustkę w jego sercu? Nie… to niemożliwe. Serce Die, chociażby nie wiadomo co, zawsze będzie należeć do Kyo. Czerwonowłosy jest przekonany, że gdyby Kyo poprosił o jeszcze jedną, jedyną szansę, Die bezmyślnie by się zgodził, łudząc się, że wszystko będzie lepiej, tak jak na początku. Daisuke wstał i szybko wybiegł z pokoju. Do oczu napływały mu łzy. Nie chciał, żeby starszy widział jak płacze, ale nie chciał też trzymać w sobie wszystkich uczuć. Musiał się rozpłakać, by to wszystko z niego wyleciało. Pobiegł do łazienki, a słone łzy powoli zaczęły mu zalewać policzki. Wpadł do łazienki, przymykając drzwi. Nie widział kompletnie nic, to też nie miał jak ich zakluczyć. Usiadł pod wanną i skulił się. Jak tylko otarł rzekę łez rozejrzał się po łazience. Czy na umywalce leżała zwykła, prosta maszynka do golenia się? Sięgnął po nią ręką. Bezmyślnie wyciągnął z niej żyletki, tym samym rozbrajając urządzenie. Chwycił jedną z nich. Tak dawno nie miał już ostrego narzędzia w rękach. Spojrzał na swoje nadgarstki. Było tam kilka sporych blizn, które zapewne jeszcze przez bardzo długi czas będą znikać. Przyłożył żyletkę do przedramienia, szukając jakiejś widocznej żyły. Chciał zakończyć swój żywot. Nic nie jest w stanie wyrzucić mu z głowy Kyo. Nie chciał o nim myśleć i nie chciał, żyć z tymi wspomnieniami, tymi okropnymi wspomnieniami gwałtu… przemocy wobec niego. Przycisnął żyletkę, a ta rozcięła skórę. Poleciała krew. Czerwona ciecz ciurkiem zaczęła spływać po ręce, mocząc nagi tors, a następnie powolutku zalewając niebieskie kafelki na podłodze.
- Daisuke! – Krzyknął Kazuki wbiegając do łazienki. Wszystko działo się tak szybko.
Młodszy, jakby chcąc teraz umrzeć, po raz kolejny nacisnął żyletką na skórę. Zrobiło mu się słabo. Zawsze robiło mu się słabo na widok krwi, ale po chwili oprzytomniał, a Kazuki wyrwał mu żyletkę z ręki. Zakłopotany psycholog sięgnął do szafki nad umywalką i wyciągnął z niej apteczkę.
- Boże, Die. Nie rób tego więcej! – Spanikował i prędko wyciągnął gazę z apteczki. Zmoczył ją wodą utlenioną i przyłożył do dwóch nacięć na ręce czerwonowłosego, na co ten syknął lekko z bólu. Psycholog po odkażeniu rany, wyciągnął bandaż i dokładnie owinął nadgarstek młodszego. Dopiero teraz zauważył jak wiele prób samobójczych dokonywał Die.
Daisuke przyglądał się jak Kazuki się nim zajmuje. Zupełnie nie rozumiał zachowania starszego. Gdyby się zabił… nie cierpiałby, ludzie mieliby spokój. Do oczu znów mu napłynęły łzy. On… on tak o niego dba. To aż się w głowie nie mieściło. Przecież… psycholog jest dla niego obcą osobą, a mieszkają razem, spali razem… jadają razem. Wszystko razem. Nie pozwolił mu na śmierć. Czy to o czymś świadczy?
~~~
Mam nadzieję, że się spodobała, bo ja w sumie nie nie jestem z niej zadowolona... Wydaje mi się być taka nudna. Zapraszam do komentowania i oceniania tej notki, nawet nie wiecie jak to motywuje. :3 Im więcej komentarzy, tym szybciej kolejna notka. ^^
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Super notka :D Die najlepszy. Ale nie past się tak nad nim xd napisz w jakiejś notce coś takiego bardziej... erotycznego >.<
OdpowiedzUsuńY.Y gdzie następna część... będę płakać Y.Y
OdpowiedzUsuńno właśnie. Kiedy następna część? Błagam, dodaj coś! TT^TT
OdpowiedzUsuńKiedy coś dodasz? ;; ;; tak czekam i czekam, wchodzę, sprawdzam i nic! ;c napisz coś, błagam TT^TT
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie :)
www.yaoi-by-mio.blogspot.com